top of page
  • Zdjęcie autoraStare oryginalnie

PIERWSZA PRÓBA Z FARBAMI MLECZNYMI

Z farbami kazeinowymi Liberona pracuję już kilka lat, jednak z farbami mlecznymi, zza Wielkiej Wody, w wersji sproszkowanej wcześniej nie pracowałam. Dziewczyny z branży bardzo je chwaliły, więc postanowiłam je kiedyś wypróbować. Tak się złożyło, że otrzymałam dwie próbki do testów, dzięki którym mogłam dokonać pierwszej próby. Czy udanej, przeczytacie w recenzji poniżej.

Pewnego dnia, siedząc i popijając poranną kawusie natrafiłam na olx na niewielki sosnowy stoliczek, który idealnie nadawał się do stylizacji farbami mlecznymi. Jako, że miałam dwa niewielkie woreczki z farbą Homestead House w odcieniach "Combed wool" oraz "Silhouette" (strasznie trudne nazwy kolorów), to zabrałam się od razu do działania. Ale może najpierw kilka słów o samej farbie.


Kanadyjska marka Homestead House produkowana od 1989 roku, cieszy się sporą popularnością wśród meblarek na całym świecie, ale czy w Polsce również? Farby mleczne są prostym produktem składającym się z kazeiny (białko mleka), pigmentów oraz kredy i występuje w wersji sproszkowanej. Dzięki czemu można rozrobić tylko tyle farby, ile zużyjemy do danej metamorfozy. A pozostałą część proszku odstawić na półkę i nie martwić się o datę przydatności, bo takowej nie posiadają.

Trudno w tym przypadku o powtarzalność koloru. O ile wybierzemy gotowy kolor z palety, to istnieje spore prawdopodobieństwo uzyskania zbliżonego koloru, to przy mieszaniu dwóch, trzech odcieni, trudno będzie dorobić taki sam kolor ponownie. Jednak uważam, że te farby nie są stworzone do pefrekcyjnego, jednolitego malowania, a raczej do przecierek, wielobarwnych malowanek, gdzie powtarzalność koloru nie ma aż tak dużego znaczenia.


Farba mleczna jest w 100 % przyjazna dla środowiska, oddychająca, nietoksyczna – nie zawiera lotnych związków organicznych (czyli zero VOC), a to duży plus, bo mogą jej spokojnie używać alergicy, kobiety w ciąży czy dzieci. Farbę miesza się z wodą w proporcji 1:1. Ogólnie proste. Ale trzeba zwrócić uwagę na dobre wymieszanie farby, odczekanie 10-15 minut, by proszek się rozpuścił i ponowne wymieszanie. A i tak farba będzie miała drobne grudki, które trochę irytują podczas malowania. Chyba, że chcemy uzyskać dużą strukturę i efekt chippy, wtedy proporcja się zmieni, dając więcej proszku i mniej wody. Grudnki w tym przypadku będą na korzyść. Nie mogę jednak pominąć zapachu. Rozrobiona farba ma (według mnie) dość intensywny zapach gipsu budowlanego czy kredy, który trochę drażnił mi nos. Zapewne wiele osób w ogole nie zwróci na to uwagi.


Za pierwszym razem miałam lekkie obawy, jak gęsta powinna byc rozrobiona farba, ale tu z pomocą przyszedł YT, który podpowiedział, że mieszanka ma być raczej dość rzadka, bardziej przypominająca bejcę z grudkami.


Wiedziałam też, że pomalowanie mebla jedną warstwą farby (wcześniej wyszlifowanego i odtłuszczonego), ta nie pokryje powierzchni i będą smugi, więc tym się nie przejmowałam. Po drugiej warstwie było znacznie lepiej. Uzyskałam cieniutką, raczej kryjącą powłokę. Niestety nie była gładka, gdyż drobinki z farby nadały chropowatości, które trzeba było zeszlifować. Farba jest dość trwarda (poprzez kazeinę), ale cienką powłokę można w miarę łatwo wyszlifować. Dzięki czemu, szybko uzyskuje się przecierki i nie pochłania to zbyt dużej energi.


Wystylizowany mebel farbami mlecznymi można zabezpieczyć lakierem wodorozcieńczalnym, olejem lub woskiem. Producent ma w ofercie dedykowany do tego olej konopny, niestety ja tego nie posiadałam. Wybrałam więc matowy lakier dedykowany do kredówek. Miałam nadzieję, że farba po zabezpieczeniu pogłębi swój kolor, tak jak to się dzieje z kredówkami, przybierając cieplejszej tonacji. Tym bardziej, że użyłam farb w odcieniach jasnego i ciemnego beżu. Finalnie jednak mebel wpada bardziej w kolor popielu niż ciepłego latte. Może po olejowaniu (bo olej jest w odcieniu bursztynowym) farba zyskuje cieplejszy odcień? Trzeba te farby poznać lepiej, by wiedzieć jaka farba, jak realnie będzie wyglądać.

Przeglądając filmiki na YT, często spotykałam się z porównianiem farb mlecznych do farb kredowych. Różnice są, choć moim zdaniem, nie aż tak wielkie. Kredówki dają dużo grubszą warstwę, którą trzeba dłużej szlifować, by uzyskać podobny efekt przecierki. A gdyby tak bardziej rozcieńczyć kredówkę? Czy będzie nadal kryła? Będę musiała zrobic i tak test kiedyś :) Kredówki, których używam także są ekologiczne, mają wiele odcieni, także mocno intesywnych, są o wiele tańsze i łatwiej dostępne. Czy to jest wystarczający podowód, by pozostać przy kredówkach? Cieżko mi to ocenić.


Znajoma meblarka kocha farby mleczne i uważa, że żadna inna nie da jej tego samego efektu. Nie da się ukryć, robi nieziemskie realizacje w stylu cottage. Więc to wszystko zależy od człowieka, stosowanej techniki, efektu jaki się chce uzyskać czy kreatywności.


Farby mleczne Homestead House oraz wiele innych fajnych produktów do stylizacji mebli można kupić sklepie internetowym Wood and Crafts


Stolik po stylizacji farbami mlecznymi
Stolik przed metamorfozą


Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page